Subiektywny przegląd muzyczny
RSS
czwartek, 23 stycznia 2014

W poprzednim wpisie sięgnąłem do niezbyt znanego u nas nagrania i zespołu. Poznałem go dzięki Agacie, która w swoim czasie namawiała mnie dość intensywnie do nawiązania znajomości z serialem Sons Of Anarchy. W końcu obejrzałem jeden, drugi odcinek... I tak poszło. Wciągnęło. Nie chcę dziś jednak pisać o fabule tej produkcji (choć dawno nie widziałem czegoś tak chorego i pokręconego jak dzieło Kurta Suttera), ale o jej ścieżce dźwiękowej. Pierwszorzędna. To jest najlepsze słowo, mogące oddać moją opinię na jej temat. Wiele ciekawostek, utworów na które nigdy w życiu prawdopodobnie bym nie trafił to jedna strona medalu. Druga natomiast to odświeżenie, przypomnienie doskonałych nagrań sprzed lat, często w formie ciekawych coverów. W ten sposób powróciłem do Neila Younga i jego dwóch utworów o podobnie brzmiących tytułach (i nieco różniących się tekstach) z wydanej w 1979 roku płyty Rust Never Sleeps (Young nagrał ją wraz ze swym zespołem Crazy Horse) - otwierało ją akustyczne My My, Hey Hey (Out Of The Blue), a zamykało mocne gitarowe Hey Hey, My My (Into The Black).

 

W jednym z odcinków SOA pojawia się cover tego drugiego nagrania w delikatnej, akustycznej wersji autorstwa Battleme, czyli Matta Drenika, wokalisty zespołu Lions.

Co ciekawe, fragment tekstu jednego z powyższych nagrań ("it's better to burn out than to fade away") znalazł się w liście samobójczym Kurta Cobaina. Neil Young pod wpływem tego wydarzenia napisał i zadedykował frontmanowi Nirvany tytułowy utwór z wydanego w 1994 roku albumu Sleeps With Angels.

środa, 15 stycznia 2014

The Big Fellah - tak brzmi tytuł utworu pochodzącego z wydanej w 1994 roku płyty Home Of The Brave nowojorskiego zespołu Black 47. Brzmienie formacji wiąże się z szeroko rozumianym rockiem i punkiem celtyckim, zaś jej nazwa stanowi odwołanie do 1847 roku - najgorszej fazy Wielkiego Głodu w Irlandii na przełomie XIX wieku. Wspomniane nagranie jest natomiast opowieścią o Michaelu Collinsie - irlandzkim polityku działającym na rzecz niepodległości swego kraju, założycielu Irlandzkiej Armii Republikańskiej, który stracił życie w wojnie domowej w Irlandii (toczyła się w latach 1922-1923). Ten twórca organizacji, która na długie lata miała zasłynąć jako organizacja terrorystyczna, zginął z rąk swych rodaków, nazywających go "Wielkim Kumplem" (stąd tytuł piosenki), uważających go - obok Arthura Griffitha, założyciela partii Sinn Féin - za zdrajcę, ponieważ obaj ci działacze podpisali traktat z Wielką Brytanią, tworzący Wolne Państwo Irlandzkie z monarchą brytyjskim na czele, co w jawny sposób kłóciło się z dążeniami innych polityków do utworzenia na Zielonej Wyspie niepodległej republiki. Ot, krótka lekcja historii. Czas na lekcję muzyki.

piątek, 10 stycznia 2014

Wśród świątecznych prezentów znalazła się pod choinką debiutancka płyta szwedzkiej formacji Avatarium. Po pierwszym przesłuchaniu brzmi to jak kombinacja ciężkiego rocka i melodyjnego metalu, także z tych cięższych rejonów. Jednym z nagrań promujących krążek jest Boneflower - utwór, w którym udajemy się na wyprawę do lasu kochanków. Jest to miejsce, w którym nieszczęśliwe pary odbierają sobie życie. Mnie osobiście kojarzy się on z lasem Aokigahara (znanym także jako Morze Drzew) w Japonii u podnóża góry Fuji, który bywa uważany za drugie pod względem "popularności" miejsce samobójstw na świecie (niechlubny prymat dzierżyć ma kalifornijski most Golden Gate w San Francisco). Do uworu Boneflower zrealizowany został animowany teledysk, za który odpowiedzialni są Paul Ruttledge oraz Rory Kerr.

wtorek, 07 stycznia 2014

Sięgniemy dziś pamięcią wstecz, cofając się do roku 1996. Wtedy właśnie ukazał się album Play Games formacji Dog Eat Dog. Jednym z promujących go nagrań był utwór zatytułowany Rocky. Niezbyt wyróżniająca się w warstwie tekstowej piosenka ma coś w rytmie, brzmieniu, co sprawia że nadal chętnie do niej wracam od czasu do czasu. Teledysk, podobnie jak i sam tekst, niczym szczególnym nie zachwyca - ot, opowiastka o tym jak jeden z muzyków spóźnia się na nagranie występu na żywo w japońskiej telewizji (trochę podobnie jak w tekście, którego bohaterem jest osoba niechciana w towarzystwie i wprawiająca innych w zakłopotanie). Mimo wszystko jednak polecam. Nóżka chodzi.

piątek, 03 stycznia 2014

Choć brytyjski zespół Bastille istnieje od 2010 roku, dopiero minione dwanaście miesięcy stało się dla nich właściwym początkiem - ukazała się wówczas pierwsza płyta grupy, zatytułowana Bad Blood. Nazwa formacji nie wiąże się z żadnym głębszym podtekstem - po prostu francuskie święto narodowe, upamiętniające początek Wielkiej Rewolucji Francuskiej i zburzenie Bastylii obchodzone jest w dniu urodzin frontmana grupy Dana Smitha. Nie znam ich debiutanckiego krążka w całości, dotychczas poprzestałem na singlach, spośród których najbardziej rzecz jasna wyróżnia się ten, który w pewnym momencie słychać było wszędzie - czwarty promujący płytę utwór, zatytułowany Pompeii. Jak na początek znajomości to całkiem trafny wybór, jeśli ktoś lubi łagodne i harmonijne brzmienia. Sformatowane pod radio i inne media nagranie, gładkie i kołyszące, łapie na haczyk swoich odbiorców. Oprócz nawiązań do zagłady tytułowego włoskiego miasta i Wezuwiusza, można tekst tego utworu potraktować jako szersze rozważania na temat przemijania. Teledysk nie został zrealizowany w Pompejach, ale w USA, konkretniej w Los Angeles i Palm Springs. Jego reżyserem był Jesse John Jenkins.

 
1 , 2
Pisałem o

(c) 2008 eskey

RSS icon
Ich słucham
Propaganda
Add to Technorati Favorites
web stats
Blox Maraton 2011