Subiektywny przegląd muzyczny
RSS
wtorek, 31 lipca 2012

Nie, nie ślubnej. Rocznicy powstania tego bloga. To był 30.07.2006. Nie rozumiem jakim cudem, ale nie było corocznego wpisu urodzinowego. Wróciłem z urlopu, jak zwykle wydarzyło się w tym czasie kilka fakapów, które trzeba było natychmiast odkręcać, poważne sprawy. No i zapomniałem. Nie było wczoraj wpisu. Dziś natomiast jak zwykle, jak co roku o tej porze Rammstein. Niewiele się dzieje w obozie tej formacji, koncertują w trasie promującej album podsumowujący dotychczasowy dorobek zespołu. Ja z dzisiejszej okazji sięgnę do jednej z wcześniejszych płyt. Sehnsucht ukazało się w roku 1997 i zawierało między innymi utwór Spiel mit Mir. Jak zawsze w przypadku R+ nie mam pojęcia o czym jest tekst, tyle lat minęło a ja wciąż nie znam niemieckiego, nie mam czasu na naukę. W każdym razie źródła twierdzą, że tytuł oznacza "Play with me", a o to mi przecież chodzi - abyśmy razem posłuchali dobrej muzyki. Niezależnie od prawdziwego kontekstu utworu, którego poniższe koncertowe wykonanie pochodzi z płyty i DVD Live aus Berlin z 1999 roku.

piątek, 06 lipca 2012

Trzy miesiące. Co do dnia. Tyle upłynęło od ostatniego wpisu. Nie mam czasu. Nie to, że chęci brak, bo pomysły są, ale zwyczajnie nie mam kiedy. Albo jeśli mam, to jestem tak zmęczony, że nic z pisania nie wychodzi. Czemu zatem teraz? Powody są dwa. Pierwszy nosi tytuł Days Go By, a drugi Cruising California (Bumpin' In My Trunk). Oba powody powstały z inicjatywy grupy The Offspring i promują nadchodzący album studyjny, również zatytułowany Days Go By.

Darzę The Offspring sporym szacunkiem. To rzecz jasna sentyment, bo wybitną grupą nie byli nigdy. Ewentualnie mógłbym rzec, iż w starych dobrych czasach (dziadzieję?), kiedy ukazywały się ich krążki Ignition, Ixnay On The Hombre czy - przede wszystkim - Smash, wówczas można było mówić o naprawdę dobrym graniu. Och, oczywiście, Americana też miała swoje dobre momenty, choć są tam rzeczy niewybaczalne, nawet jeśli mielibyśmy mówić o ironii. Ja wiem swoje, nie i już. Ale co dalej? Conspiracy Of One, Splinter, Rise And Fall, Rage And Grace... To granie jest miłe dla ucha, bujające, ale przede wszystkim poprawne. Na każdym z tych krązków znajdzie się parę numerów zostających w pamięci na dłużej, ale nie ma chyba nagrań, które dałoby się mniej lub bardziej bezboleśnie porównać z Self Esteem, All I Want czy Come Out And Play. Owszem, jestem czepliwy, bo przecież każdy wspomniany album owocował przynajmniej jednym chwytliwym numerem, zazwyczaj właśnie jako pierwszym promującym kolejne wydanie. No, może poza Rise, gdzie Hammerhead był nietypowym otwierającym singlem - jeśli porównać go z Pretty Fly (For A White Guy), Original Prankster czy, w nieco mniejszym stopniu, Hit That. Tak czy inaczej, każdy ma swój gust. W mój te pierwsze single trafiały ze zgrzytem (stąd miłe zaskoczenie przy okazji Hammerhead).

Co więc zgrzyta tym razem? Wyszły dwa single jednocześnie, pierwszy całkiem poważny i drugi, powielający stary schemat miłego i niezbyt poważnego bujania. Dla każdego coś miłego, rzekłbym. Days Go By to rzecz traktująca o przemijaniu i o tym, iż nie ma się co przejmować, skoro wciąż i tak zaczynamy od nowa, o czym paru starszych, doświadczonych życiowo panów, chce nam opowiedzieć. Autorem niezłego w moim odczuciu wideoklipu był Lex Halaby. Sam utwór natomiast... Jak w paru miejscach przeczytałem, mógłby spokojnie wejść do repertuaru Foo Fighters. Jest parę podobieństw, w każdym razie ostatecznie jest to niezły rockowy numer.

Co innego jeśli chodzi o Cruising California (Bumpin' In My Trunk) - znajduję w tym kawałku wszystko, co drażniło mnie w kołyszących singlach z poprzednich wydawnictw. Jest lekko, łatwo i przyjemnie, a rapujący / melorecytujący (nie wiem jak to nazwać) Dexter Holland nie poprawia mojego odbioru tego numeru. Pochwała życia w Huntington Beach, skąd pochodzi zespół, poparta zrealizowanym tam teledyskiem autorstwa Mickeya Finnegana, jest w moim odbiorze gorszym z tej dwójki singli. I paradoksalnie częściej słyszalnym w naszych stacjach radiowych, o ile się orientuję. Ta wizja starszych panów podoba mi się mniej (co innego kalifornijskie krajobrazy).

A co wam bardziej odpowiada, zdecydujcie samodzielnie. Ja czekam na okazję, żeby poznać album w całości.

Pisałem o

(c) 2008 eskey

RSS icon
Ich słucham
Propaganda
Add to Technorati Favorites
web stats
Blox Maraton 2011