Subiektywny przegląd muzyczny
RSS
środa, 21 września 2011

It's the end of the world (as we know it). And I don't feel fine. Nieco parafrazując tytuł jednego z nagrań formacji R.E.M. zaczynam niniejszą notkę, poświęconą zakończeniu działalności przez wspomnianą grupę. 31 lat to sporo - w zasadzie ja i zespół jesteśmy równolatkami, stąd tym bardziej wydaje mi się, iż to naprawdę długi okres. Czas wypełniony aktywną działalnością, dostarczaniem nam, odbiorcom, kolejnych perełek do wsłuchiwania się. Wymieniać można by długo, co zresztą czynią dziś wszelkie serwisy newsowe i muzyczne. Muzycy rozstali się w spokoju, podejmując wspólną i zgodną decyzję o zakończeniu działalności. Choć paradoksalnie wcale nie oznacza to, iż nie dostaniemy już do ręki żadnych nowych nagrań - R.E.M. nadal pracuje nad kompilacją zawierającą najważniejsze dokonania formacji, do których dołączone mają zostać piosenki powstałe już po ukazaniu się w marcu bieżącego roku piętnastej studyjnej płyty zespołu, zatytułowanej Collapse Into Now. Z niej pochodzi utwór ÜBerlin, do którego wideoklip zrealizowała Sam Taylor-Wood (zagrał w nim brytyjski aktor Aaron Johnson, prywatnie partner twórczyni teledysku). Kolejna perełka w dorobku grupy. Nie jestem wielkim fanem tego zespołu, raczej takim koncentrującym się na pewnych wybranych utworach, niż znającym na pamięć kolejność albumów i utworów na nich zawartych; na pewno nie takim jak Daniel Kaszuba - co nie zmienia faktu, iż uważam, że wraz z końcem R.E.M. kończy się pewna ważna historia w świecie muzyki.

poniedziałek, 19 września 2011

Stali czytelnicy Let's Rock wiedzą, iż lubię hiphop. Słucham rzeczy rozmaitych i podziały gatunkowe nie mają dla mnie czasem najmniejszego znaczenia, jeśli tylko utwór wart jest zwrócenia uwagi. Zaznaczmy jednak jasno - lubię dobry hiphop. Owszem, numery opowiadające o jaraniu zieleni na ławce przed blokiem czy o "chęci wstąpienia do policji" też mogą być oryginalnie pomyślane i poprawnie nagrane, ale nie ma jak interesująca i inteligentna opowieść. Tu pojawia się dzisiejszy bohater - Łona. Od dawna cieszę się, iż jeden z niewielu hiphopowych koncertów, na których zdarzyło mi się w życiu pojawić, był występem tego artysty ze Szczecina. To był bardzo pozytywny wieczór, pełen dobrych brzmień i jeszcze lepszych tekstów. Jego twórczość cieszy me uszy od czasów płyty Koniec żartów z 2001 roku, a więc już dekadę. Regularnie wracam do tej muzyki jako swoistego wzorca dobrego, nie tylko polskiego, hiphopu. To o czymś świadczy. Od kilku dni można słuchać najnowszej produkcji tego muzyka. Jest to singiel zatytułowany To nic nie znaczy, który promuje nadchodzący album Cztery i pół. Łona i Webber, współtwórcy krążka, byli też reżyserami wideoklipu. Bardzo dobra rzecz do posłuchania, inteligentna i przemyślana, polecam waszej uwadze, jeśli jeszcze nie mieliście okazji się zetknąć.

Nie jest to jedyne wideo związane z promocją nowego albumu. Kilka miesięcy temu pojawił się teledysk do nagrania Nie pytaj nas. Tym razem reżyserował Remigiusz Pilawka (udzielał się on także przy produkcji pierwszego z klipów).

piątek, 16 września 2011

Do napisania o nowym singlu i albumie Red Hot Chili Peppers zbieram się od jakiegoś czasu. Na razie moja znajomość z nim polegała na przesłuchiwaniu pojedynczych utworów umieszczanych tu i tam, dłuższą znajomość zawarłem jedynie z pierwszym nagraniem promującym płytę I'm With You. O ile trudno jest mi się zgodzić - bądź nie - z komentarzami pojawiającymi się w sieci, o tyle wydaje mi się, iż porównywanie RHCP do The Rolling Stones, choć może uprawnione, może być nieco na wyrost. Przyznać trzeba, iż historia obu zespołów bywa zaskakująco zbieżna, podobnie też nie sposób nie zgodzić się z argumentem, iż funkcjonuje kolejne już pokolenie fanów Papryczek, dla których istnienie takich nagrań jak Aeroplane, Give It Away czy Under The Bridge (przytaczam pierwsze, które mi przyszły na myśl, bez żadnego dodatkowego podtekstu) nie ma większego znaczenia, istotniejsze jest czy muzycy podczas koncertu zagrają Tell Me Baby czy Dani California - podobnie jak w przypadku Stonesów zdarzają się ludzie znający Anybody Seen My Baby, a niemający pojęcia o istnieniu Paint It Black. Z takim argumentem zetknąłem się w jednej z recenzji prasowych i coś w tym rzeczywiście jest, choć to raczej naturalna kolej rzeczy niż wyjątkowe zjawisko. W przypadku grup istniejących przez kilka dekad musi ukształtować się swoista różnica pokoleń, z których każde będzie miało swoje preferencje.

Inne skojarzenia mam jeśli chodzi o wideoklip do utworu The Adventures Of Rain Dance Maggie, który promuje album I'm With You. Aby być precyzyjnym, dodam iż chodzi o jeden z dwóch teledysków, a zarazem jedyny, który ujrzał światło dzienne. Jego twórcą jest Mark Klasfeld (drugie wideo, autorstwa raperki Kreayshawn, zostało zrealizowane, ale decyzją zespołu nie upubliczniono efektów pracy nad nim), a akcja tej produkcji toczy się na dachu jednego z budynków w Venice Beach. Moje pierwsze skojarzenie wiązało się z wideo do Where The Streets Have No Name grupy U2, potem przeczytałem gdzieś, iż inspiracją był występ The Beatles z 1969 roku, który odbył się na dachu ich studia nagraniowego. Tak czy inaczej, wideoklip nie jest zbyt oryginalny, za to utwór może się podobać. Nie wiem jeszcze co, ale coś mnie w nim wciąga. W sam raz na piątkowy wieczór.

piątek, 09 września 2011

Jutro premiera filmu dokumentalnego. Nie byle jakiego filmu. Podczas festiwalu filmowego w Toronto pokazany zostanie po raz pierwszy obraz autorstwa Camerona Crowe, który opowiada o dwóch dekadach funkcjonowania jednej z ikonicznych już dziś formacji rockowych. Tytuł w zasadzie mówi wszystko: Pearl Jam Twenty. Jak zobaczyć można w trailerze do tej produkcji, przy jej powstaniu udzielał się także David Lynch.

Retrospektywa związana z dwudziestoleciem istnienia formacji nie będzie pierwszym przypadkiem współpracy pomiędzy Cameronem Crowe i muzykami ze Seattle - reżyser ten był twórcą wideoklipu do nagrania Pearl Jam zatytułowanego The Fixer, o którym kiedyś opowiadałem. Zespół ze swej strony odpowiedzialny jest - jakżeby inaczej - za ścieżkę dźwiękową do wspomnianego wyżej dokumentu. Pochodzi z niej singiel zatytułowany Crown Of Thorns (znany też jako połączone dwa utwory Chloe Dancer/Crown Of Thorns z repertuaru grupy Mother Love Bone, której członkami było dwóch muzyków Pearl Jam). Co ciekawe, nagranie to pojawiło się w dwóch innych filmach Crowe'a - Say Anything... oraz Singles. Inną ciekawostką jest fakt, iż po raz pierwszy PJ wykonali na żywo ten utwór 22 października 2000 roku podczas występu w Las Vegas, który był rocznicowym koncertem z okazji upływających dziesięciu lat od pierwszego koncertu Pearl Jam. Interesująca klamra, nieprawdaż? Na razie brak teledysku, jest natomiast takie oto promo wideo.

Na koniec Crown Of Thorns w wykonaniu live, pochodzącym z Reading Festival 2006.

Pisałem o

(c) 2008 eskey

RSS icon
Ich słucham
Propaganda
Add to Technorati Favorites
web stats
Blox Maraton 2011